Dla Instytutu Felczaka o Wiktorze Woroszylskim

politruk

Kolejnym owocem mojej współpracy z Instytutem im. prof. Wacława Felczaka jest esej o węgierskiej przygodzie poety i powieściopisarza Wiktora Woroszylskiego. Przygoda to zaś nie byle jaka, bowiem Woroszylski był świadkiem pacyfikacji Budapesztu przez sowieckie wojska w 1956 roku, co wywarło gigantyczny wpływ na jego życie. A konkretnie rzecz biorąc – wyleczyło go z wiary w komunizm. Do pewnego momentu wiary wręcz ślepej i fanatycznej. Inna rzecz, że Woroszylski – lubiący kontrasty – wpadł potem w równie radykalny katolicyzm. Cóż, był po prostu człowiekiem bardzo potrzebującym w coś wierzyć – jak zdiagnozował go swego czasu Kazimierz Brandys. Czytaj dalej „Dla Instytutu Felczaka o Wiktorze Woroszylskim”

Co zyskałem na chińskim podarunku

sukces

Nie, ten tytuł absolutnie nie jest ironiczny. Chcę rzeczywiście opowiedzieć o plusach tego, co się teraz dzieje. Oczywiście o tych najbardziej moich. Nawet mnie samemu trudno uwierzyć, że jakiekolwiek w ogóle mogą być, a jednak nie sposób zaprzeczyć, że się pojawiają. Jest to sytuacja dla mnie o tyle nie za bardzo komfortowa, że od kilku dni prowadzę mój mały, nic nie znaczący i może śmieszny protest przeciwko rzeczywistości, objawiający się na przykład tym, że nie zaszczycam chińskiego podarunku powszechnie stosowanym nazewnictwem. Mam też niestety znikomą tolerancję dla obserwowanych w sieci zachowań świadczących, że ludzie zaczynają się dostosowywać. Czytaj dalej „Co zyskałem na chińskim podarunku”

Nowa książka i Orbit

orbit

No więc poszło. Znaczy… moja książka poszła. Na ten konkurs, co to o nim wcześniej tutaj donosiłem. Teraz już mogę zdradzić, że nosi tytuł „Złote godziny”. Nawiązuje on do mojej ulubionej pory dnia tuż przed wieczorem, którą tak się właśnie określa. Termin wywodzi się z fotografii i opisuje przesunięcie się spektrum światła słonecznego ku widmu czerwieni, czego efektem jest owa specyficzna złocistość wydobywająca całą pełnię innych barw i maksymalnie wyostrzająca kontury. To chwila, w której świat osiąga maksimum swojej wyrazistości. I takie są utrwalone w książce epizody – kluczowe, szczególne, jaskrawe, kierujące życie narratora na nowy tor. Czytaj dalej „Nowa książka i Orbit”

Moja literacka przyszłość

pisarz

Oczywiście w najszerszym znaczeniu to, co się będzie w najbliższym czasie działo w moim literackim gospodarstwie, ściśle wiąże się z tym, z czym teraz wiąże się absolutnie wszystko, czyli z przecudnym  podarunkiem przekazanym nam przez Chińską Republikę Ludową. Jest to związek ekonomiczny – nie wiem, czy w najbliższym czasie będą pieniądze na wydawanie książek, nie mówiąc o ich kupowaniu – psychologiczny – niestety dosyć kiepsko znoszę przymusowe uwięzienie, a jeżeli przysolą dodatkowe restrykcje, może być jeszcze gorzej – i wreszcie twórczy – w jakiejś mierze wynikający z poprzedniego. Ale po kolei. Czytaj dalej „Moja literacka przyszłość”

Kilka refleksji pozałamaniowych

noc

Mówi się, że trudne doświadczenia nas weryfikują. I zapewne coś w tym jest. Teraz mamy wyjątkową okazję, by się o tym przekonać. Niestety – aż chciałoby się dodać. Szczerze mówiąc, nie przepadam za takim stawianiem spraw. Podobnie zresztą jak nie lubię tych napuszonych i w gruncie rzeczy skrajnie demagogicznych stwierdzeń, że świat nigdy już nie będzie taki sam, że teraz to już ludzkość się zmieni i w ogóle. Śmiać mi się chciało, kiedy ostatnio przeczytałem na fb pewnej poetki, że już od najbliższej jesieni ludzie na pewno zerwą z konsumpcjonizmem, zaczną cenić wyższe wartości i dbać o ekologię. Przykro mi, Szanowna Pani, ale nic takiego nie nastąpi. Czytaj dalej „Kilka refleksji pozałamaniowych”

Nie ma jak w domu (opowiadanie)

wdomu

Robert zatarł ręce. Drobny odruch radości, na który wciąż niekiedy sobie pozwalał. Często jednak wykonywał go całkowicie nieświadomie – jak coś, co po prostu weszło mu w krew. I to właśnie był jeden z tych razów. Perspektywa spędzenia leniwego niedzielnego popołudnia w towarzystwie starych filmów zawsze go uskrzydlała. Zwykle pilnował się, żeby nie popadać w zbytnią euforię, ale nawyk okazywał się silniejszy. Dokładnie tak jak dziś.

Czytaj dalej „Nie ma jak w domu (opowiadanie)”

Jak to u mnie właściwie jest z tą poezją?

poeta

Podobno dziś – to znaczy w sobotę 21 marca, bo wtedy zaczynam pisać – obchodzimy jakiś Światowy Dzień Poezji. W zasadzie powinienem się poczuwać, bo czasami, jak mnie coś wyjątkowo najdzie, wiersze pisuję. Bywa nawet, że je czytam. Choć niestety muszę się przyznać, że moja ostatnia próba zaprzyjaźnienia się z pewnym dość chwalonym tomikiem spaliła na panewce, co było dla mnie… no cóż, chyba o wiele bardziej frustrujące, niż podejrzewałem, że mogłoby być. A było takie, gdyż mam wobec poezji nader mieszane emocje, oscylujące między uwielbieniem a poczuciem, że to, co ja sam w niej lubię, nie musi pokrywać się z tym, co jest w niej uważane za wartość. Czytaj dalej „Jak to u mnie właściwie jest z tą poezją?”

A na czas kwarantanny… podcasty

podcast

Wiecie, to bardzo dziwne uczucie, kiedy większość świata wokół ciebie zaczyna nagle żyć mniej więcej tak, jak ty żyjesz na co dzień. Powiedzmy, że trochę traci na tym twoje poczucie wyjątkowości. Jako przedstawiciel tzw. wolnego zawodu rzeczywiście dość mało wychodzę z domu, jeżeli absolutnie nie muszę. W sumie zawsze tak miałem. Nie jestem może jakimś ekstremalnym mizantropem, ale też nie przepadam za zatłoczonymi przestrzeniami czy koniecznością częstego spotykania się z ludźmi. I na ogół dobrze mi z tym. Czytaj dalej „A na czas kwarantanny… podcasty”

Dla Instytutu Felczaka o prawicowej literaturze

politruk

Instytut im. prof. Wacława Felczaka to think tank zajmujący się promocją relacji polsko-węgierskich na wielu polach – od sportu czy nauki aż po kulturę i politykę. Od niedawna mam przyjemność z nim współpracować. To właśnie jedno z tych nowych wyzwań, o których pisałem kilka dni temu. Zaczęło się od tego, że zamówili u mnie tekst o polskiej prawicowej literaturze. Z jakichś powodów uznali, że będę osobą w tej materii kompetentną. Czytaj dalej „Dla Instytutu Felczaka o prawicowej literaturze”